URANIA — Postępy Astronomii o n l i n e
archiwum Uranii
Urania - Archiwum on-line Urania 7/1983
 Rocznik 1983:
 Linki sponsorowane:

Astronomia w kulturze narodu

Krzysztof Ziołkowski — Warszawa
Referat wygłoszony podczas inauguracji II Sejmiku Miłośników Astronomii i Astronautyki, który zorganizowała Federacja Miast Kopernikowskich w dniach 23 i 24 kwietnia 1983 roku w Olsztynie.

Życie człowieka rozgrywa się jak gdyby w dwóch wymiarach — wymiarze czasu i wymiarze przestrzeni. Wymiar czasu jest przedmiotem badań dziejów człowieka i społeczności ludzkich czyli historii. Wymiar przestrzeni otaczającej człowieka jest domeną nauk przyrodniczych, a jeśli użyte tu pojęcie przestrzeni rozszerzyć na cały Wszechświat — co nie wydaje się być nieuzasadnione — wtedy można powiedzieć, że wymiarem przestrzeni zajmuje się astronomia.

Sądzę, że obecnie nikt nie kwestionuje znaczenia historii w kulturze narodu. Dzieje naszego narodu i nasza kultura są jego najlepszym przykładem. Natomiast nad rolą astronomii w kulturze narodu najczęściej nie zastanawia się prawie nikt. A przecież problem to niebagatelny. Trzeba więc przynajmniej go sformułować, bo do jego powszechnego zrozumienia jest jeszcze chyba daleko.

Myślę, że dzisiejsze zgromadzenie uczestników Sejmiku Miłośników Astronomii i Astronautyki czyli ludzi, których łączy umiłowanie astronomii, choć dzielą być może różnice wieku, wykształcenia, profesji, światopoglądu, jest właściwym forum dla wspólnego zastanowienia się nad przynajmniej niektórymi aspektami postawionego w tytule referatu zagadnienia.

Zacząć trzeba od uściślenia rozumienia tytułowych pojęć. Czymże więc jest kultura, kultura narodu w szczególności? Rozumienie pojęcia „kultura” uwikłane jest i w systemy filozoficzne, i w różne opisy socjologiczne, i w szereg najrozmaitszych dyscyplin naukowych. Niemniej jednak wydaje mi się, że można mówić o jakimś ogólnym, zdroworozsądkowym, pierwotnym rozumieniu kultury. I chyba tak właśnie, pospolicie rozumiana kultura obejmuje wszelkie działania i wytwory człowieka, jako właśnie człowieka, a więc istoty działającej rozumnie i w sposób wolny. Jest tym, co wyróżnia człowieka w całym Wszechświecie, dzięki czemu człowiek może wszechstronnie rozwijać się zarówno w wymiarze indywidualnym jak i społecznym. Co więcej, jak podkreśla jeden z najwybitniejszych współczesnych myślicieli, „kultura, w swej najgłębszej rzeczywistości, nie jest niczym innym, jak szczególnym sposobem, w jaki społeczeństwo rozwija swe relacje z naturą”. Warto tu także wspomnieć, że łacińskie słowo „cultura”, które pierwotnie oznaczało „uprawę roli”, dziś może być tłumaczone jako „uprawa natury”, a więc jej poznawanie oraz doskonalenie na miarę i według potrzeb człowieka. Poznawanie natury, inaczej poznawanie wszechświata, jest więc istotnym elementem kultury, ważnym wytworem myśli człowieka.

Podobnie kulturę narodu należy rozumieć jako określony sposób jego istnienia w świecie pomiędzy innymi społeczeństwami. Jest więc ona jak gdyby spoiwem, które wspólnotę ludzi łączy w naród, jest wartością, na której opiera się życie narodu i dzięki której naród trwa. Nasz naród niejeden już raz tego doświadczył w swej tysiącletniej historii. Znamy to aż nadto dobrze. I dlatego z takim przekonaniem mogłem na wstępie mówić o oczywistym dla nas znaczeniu historii w kulturze narodu.

Czy więc i astronomii można przypisać — przynajmniej w Polsce — równie znaczącą rolę? Chciałoby się mieć przekonanie, że w narodzie, którego synem był Kopernik, który wydał Heweliusza, Śniadeckiego, czy też bliższych współczesności Banachiewicza, Dziewulskiego i Kamieńskiego, odpowiedź twierdząca jest oczywista. Jednak oparcie jej tylko na tym argumencie wydaje się dużym uproszczeniem.

Sięgnijmy więc głębiej kierując myśli ku trzeciemu pojęciu (po kulturze i narodzie) użytemu w tytule. Rozumienia terminu „astronomia” w tym gronie objaśniać nie wypada. Pozostańmy więc jedynie przy pewnych refleksjach.

O astronomii mówi się, że jest najstarszą z nauk. Być może. Zanim jednak nauką się stała, zanim człowiek zaczął świadomie i systematycznie śledzić ruchy gwiazd, musiał w jego świadomości powstać fenomen zadziwienia, zafascynowanie roziskrzonym gwiazdami niebem, ciekawość. To właśnie owa zdolność człowieka do dziwienia się dała początek badaniom przestrzeni go otaczającej.

Początkowo badania te nie wykraczały poza powierzchnię planety zwanej Ziemią. Pierwsze obserwacje ruchów Słońca, Księżyca, planet i gwiazd dotyczyły Ziemi: informowały o porze dnia i porze roku, służyły przewidywaniom powtarzających się z dużą dokładnością rozlewów Nilu, co dla starożytnych Egipcjan miało niebagatelne znaczenie gospodarcze, poszukiwały wpływu zjawisk niebieskich na życie człowieka. Człowiek i jego Ziemia, z całym bogactwem wydarzeń dziejących się na jej powierzchni, stanowiły centrum ówczesnego Wszechświata.

I trzeba było dopiero geniuszu Kopernika, aby podważyć zasadność tego geocentryeznego sposobu widzenia Wszechświata. Odbierając Ziemi uprzywilejowane miejsce we Wszechświecie oraz tłumacząc w jaki sposób pozorny ruch Słońca jest wynikiem obrotu Ziemi, Kopernik po raz pierwszy sformułował kinetyczną zasadę względności ruchu, którą później uogólnił Galileusz, a rozwinął Einstein. Przeniesienie układu odniesienia z Ziemi do Słońca było po prostu zmianą układu współrzędnych. Kopernik pierwszy dokonał tej jakże dziś oczywistej i powszechnie w naukach ścisłych stosowanej operacji.

Następstwem zmiany układu współrzędnych, którą wykonał Kopernik przenosząc układ odniesienia z Ziemi do Słońca, a także analogicznej zmiany jakiej później dokonano w stosunku do Słońca i Galaktyki, było przekonanie, że w przyrodzie nie ma układów wyróżnionych. Stwierdzenie to należy dziś do podstawowych zasad fizyki i kosmologii i nosi nazwę zasady kopernikowskiej. Jest ona punktem wyjścia hipotezy kosmologicznej, według której Wszechświat jest przestrzennie jednorodny, co oznacza, że niezależnie od położenia obserwatora obraz Wszechświata będzie wszędzie taki sam. Oczywiście stwierdzenie to ma charakter statystyczny i nie należy go rozumieć w sensie identyczności.

Wspominam o tym nie tylko po to, aby przypomnieć moment zwrotny w dziejach przyrodoznawstwa, który zapoczątkowuje nowożytną astronomię, ale także dlatego, by zwrócić Państwa uwagę gdzie i w jakiej atmosferze intelektualnej zrodziły się te koncepcje. Kopernik nie działał w osamotnieniu. To polska kultura go ukształtowała i jej zawdzięczał swą formację duchową. I dzięki niej właśnie, oraz oczywiście swemu geniuszowi, wycisnął tak trwałe piętno na kulturze uniwersalnej. To pierwsza refleksja.

Refleksja druga dotyczy astronomii pokopernikańskiej, a nawet ściślej — astronomii współczesnej. Przestała ona już być królową nauk, za jaką była uważana w starożytności. Ale nadal zachowała cechę, która dawniej predystynowała ją do tej roli, a dziś jest może nawet lepiej widoczna mimo, że nie tak doceniana. Mam na myśli integrującą rolę astronomii, która jednoczy w sobie różne elementy i matematyki, i fizyki, i chemii, i geofizyki, i geologii, i różnych dyscyplin technicznych na czele z optyką i elektroniką. Nie można też zapominać, że zawsze na przestrzeni dziejów astronomia była i dziś jest także przedmiotem żywego zainteresowania filozofów. Rozwój każdej u tych nauk w mniejszym lub większym stopniu pobudzał astronomów do nowych badań i prowadził do nowych odkryć. Ale również i na odwrót, niektóre zjawiska astronomiczne i metody badawcze w astronomii stosowane nieraz znajdowały, a dziś chyba coraz częściej znajdują zastosowanie w wielu dziedzinach. Wystarczy dla przykładu wspomnieć choćby o fizyce wysokich energii, która w takich obiektach Wszechświata jak kwazary, pulsary czy czarne dziury, znalazła jak gdyby naturalne laboratoria nieosiągalne przecież na powierzchni Ziemi. Pod tym względem zupełnie wyjątkowe miejsce przypada astronomii (a przez nią również astronautyce) w stymulowaniu jakże burzliwego dziś rozwoju elektroniki, techniki obliczeniowej, łączności czy też technologii materiałowej. Jeśli dziś jeszcze pojawiają się gdzieniegdzie głosy powątpiewania w również utylitarne znaczenie astronomii, to świadczą one tylko o kompletnym niezrozumieniu tej właśnie — wyjątkowej wśród nauk przyrodniczych — roli astronomii. Niezapomniany mój nauczyciel, prof. Włodzimierz Zonn powiedział kiedyś, że „astronomia jest zwierciadłem nauk przyrodniczych, nie zawsze zbyt wiernym, oddającym właściwe proporcje, nigdy jednak fałszywym”. I to właśnie — jak sądzę — również wskazuje na znaczenie astronomii w kulturze.

Przejdźmy do następnej refleksji. Spośród wszystkich nauk przyrodniczych, nauk o Wszechświecie, w najogólniejszym, pełnym znaczeniu tego słowa, astronomia jest jedyną, której możliwości badawcze — oprócz oczywiście dociekań teoretycznych — ograniczone są do obserwacji, podczas gdy wszystkie dysponują jeszcze możliwością eksperymentowania. Jest to niewątpliwie zubożenie astronomii. Ostatnio pojawiła się jednak pewna rekompensata tego braku w postaci modelowania cyfrowego zjawisk i procesów, które umożliwia przeprowadzanie eksperymentów za pomocą komputera na cyfrowym modelu i konfrontowanie wyników z obserwowanymi faktami. Metoda ta doprowadziła w ostatnich latach do uzyskania wielu nowych interesujących rezultatów. Przykładem może być poznanie wewnętrznej budowy i ewolucji gwiazd, w czym — nota bene — znaczący udział mają astronomowie polscy. Mówiąc obrazowo — co jednak trywializuje sprawę — dzięki modelowaniu cyfrowemu udało się zajrzeć do wnętrza gwiazdy, zmierzyć tam temperaturę, ciśnienie, gęstość.

Mówiąc o tym chciałbym zwrócić uwagę na pewien jednak pozytywny aspekt pozbawienia astronoma możliwości ingerencji w przedmiot swych badań. Mówiłem już, że u podstaw wszelkich dociekań w poznawaniu natury leży zdziwienie, ciekawość, czasem zachwyt. W astronomii sprawdza się to szczególnie wyraziście. Świadomość niedostępności obiektu zainteresowań, uzmysłowienie sobie ogromu przedmiotu badań, zrozumienie dzielących nas od niego odległości zarówno w czasie jak i przestrzeni, stawia człowieka w zupełnie innej niż ziemska perspektywie. A jej dostrzeżenie i zrozumienie uczy pokory i szacunku wobec Wszechświata. Człowiek, będący przecież cząstką tego Wszechświata, ale cząstką działającą rozumnie i w sposób wolny, poprzez zgłębianie jego tajników w jakiś sposób określa samego siebie. Aby spojrzenie na siebie z tej perspektywy było prawdziwe, wymaga rzeczywiście autentycznej pokory i — powiedziałbym — czystości serca. Używam tych słów jako parafrazy pięknej i głębokiej myśli Marka Aureliusza, rzymskiego cesarza i filozofa z II wieku po Chrystusie, który w swych Rozmyślaniach w księdze VII zanotował słowa jakże bardzo odnoszące się dziś do każdego z nas, do każdego miłośnika astronomii: „Badaj biegi gwiazd, jakbyś sam w nich brał udział. I ciągle rozważaj przemiany pierwiastków. Takie myśli oczyszczają z brudu życia ziemskiego”. To jest trzecia refleksja, którą chciałem się z Państwem podzielić.

I jeszcze jedną kwestię pragnę tu poruszyć. Sądzę, że nie da się zaprzeczyć tezie, iż pierwszym i zasadniczym zadaniem kultury jest wychowanie. Wychowanie, poprzez które człowiek staje się coraz bardziej człowiekiem. Ma ono podstawowe znaczenie dla kształtowania stosunków międzyludzkich i społecznych. Ale niestety w naszych czasach tym szczytnym zadaniom kultury zagraża wiele niebezpieczeństw. Stwierdza się na przykład, że niebywały rozwój techniki i przemysłu z jednej strony, a z drugiej intensywna socjalizacja życia, poprzez coraz mocniejsze bodźce sensualne jakoś obezwładniają człowieka, prowadzą do stępienia uczuć, ograniczają refleksję, powodują utratę zdolności do dziwienia się. Przeciwstawienie się tym dehumanizacyjnym tendencjom współczesnej kultury winno odbywać się na różnych płaszczyznach, w tym również i na naukowej. Kontakt z przyrodą, z naturą, kontakt z Wszechświatem, może odegrać w tym niepoślednią rolę. Aby zaś mógł nastąpić trzeba przecież bardzo niewiele. Trzeba po prostu umieć zdobyć się na wysiłek patrzenia na świat. I tu znowu powracam do tego o czym już parokrotnie mówiłem. „Bez zdolności do dziwienia się światu, bez zamyślenia nad nim, przyswojenie wiedzy nieraz w ogóle nie jest możliwe”. To ostatnie zdanie jest cytatem z wydanej u nas kilka lat temu książki współczesnego pisarza radzieckiego Władimira Sołouchina zatytułowanej Zielsko. Jest to wyjątkowa książka. Na niemal 200 stronach mówi się w niej tylko o pięknie zwykłej trawy, chwastów, po prostu zielska. Ale ileż w niej mądrości! Gdy ją czytałem, to niejednokrotnie zamiast soczystej zieloności łąki próbowałem widzieć roziskrzone gwiazdami niebo. I bardzo wiele wspólnego można było dostrzec. Zanim doczekamy się analogicznej książki o niebie — a nie wątpię, że kiedyś i taka książka powstanie — gorąco polecam miłośnikom astronomii to niepokaźne dziełko Sołouchina.

Ale powróćmy po tej dygresji do spraw wychowania i — myślę, że dla wszystkich już niewątpliwej — roli w nim astronomii. Trzeba więc jeszcze podkreślić, że astronomia — podobnie zresztą jak i pozostałe nauki przyrodnicze — rozwija zmysł krytyczny, uczy poprawności i ścisłości myślenia. Poznanie Wszechświata kształtuje zdolność przyjmowania i podziwu, a także trzeźwego rozróżniania. I można tak dalej precyzować korzyści, które wynikają z uprawiania astronomii. Nie to jednak wydaje się w tym miejscu istotne do podkreślenia. Nie ma sensu bowiem uwypuklanie znaczenia astronomii w kulturze bez wskazania konkretnych kroków umożliwających zetknięcie się z nią. Dotykamy w ten sposób wielkiego problemu nauczania astronomii, który tylko sygnalizuje, gdyż jego rozwinięcie wykracza poza ramy tematu. Stajemy również wobec zagadnienia popularyzacji i upowszechniania astronomii, o czym też nie będę mówił, gdyż jest to temat następnego referatu. Moglibyśmy także w tym momencie snuć refleksje wokół roli miłośniczego ruchu astronomicznego i zadań towarzystw naukowych. Czas jednak każe zmierzać do jakiegoś końcowego podsumowania tych różnych myśli, które nasunął tytuł referatu.

Zanim jednak to uczynię, chciałbym jeszcze dodać, że na tytułowe zagadnienie można było spojrzeć zupełnie inaczej. Można było na przykład prześledzić motywy astronomiczne w literaturze, plastyce, muzyce, architekturze, analizować ich zależność od rozwoju wiedzy astronomicznej, szukać powiązań z różnymi kierunkami w sztuce. Jestem jednak przekonany — i to jest już ostatnia refleksja, którą się z Państwem dzielę — że tak jak nieporównywalne z innymi dziedzinami nauk ścisłych jest głębokie zakorzenienie astronomii w sztuce, tak też głębokie i wszechstronne jest znaczenie nauki o Wszechświecie w kulturze.

A na zakończenie, (które traktuję jako w pewnym sensie podsumowanie swych refleksji, proszę pozwolić, że odczytam nieco dłuższy, niż to się zazwyczaj czyni, fragment De Revolutionibus Kopernika. Jest to początek Księgi I, który w jakże prostych i pięknych słowach ujmuje to wszystko, co — choć nieudolnie, ale z głębokim przekonaniem — chciałem Państwu przekazać.

„Spośród licznych i różnorodnych sztuk i nauk, budzących w nas zamiłowanie i będących dla umysłów ludzkich pokarmem, tym — według mego zdania — przede wszystkim poświęcić się należy i te z największym uprawiać zapałem, które obracają się w kręgu rzeczy najpiękniejszych i najbardziej godnych poznania. Takimi zaś są nauki, które zajmują się cudownymi obrotami we wszechświecie i biegami gwiazd, ich rozmiarami i odległościami, ich wschodem i zachodem oraz przyczynami wszystkich innych zjawisk na niebie, a w końcu wyjaśniają cały układ świata. A cóż piękniejszego nad niebo, które przecież ogarnia wszystko co piękne? Świadczą o tym już same nazwy, takie jak caelum i mundus, z których ta oznacza czystość i ozdobę, tamta — dzieło rzeźbiarza. I wielu filozofów właśnie dla tej nadzwyczajnej piękności nieba wprost je nazwało widzialnym bóstwem. A zatem, jeżeli godność nauk mamy oceniać według ich przedmiotu, to bez porównania najprzedniejszą z nich będzie ta, którą jedni nazywają astronomią, inni astrologią, a wielu z dawniejszych szczytem matematyki. I nic dziwnego, skoro ta właśnie nauka, będąca głową sztuk wyzwolonych i najbardziej godna człowieka wolnego, opiera się na wszystkich niemal dziełach matematyki: arytmetyka, geometria, optyka, geodezja, mechanika i jeśli są jeszcze jakieś inne — wszystkie się na nią składają.

A skoro zadaniem wszystkich nauk szlachetnych jest odciągać człowieka od zła i kierować jego umysł ku większej doskonałości, to ta nauka, oprócz niepojętej rozkoszy umysłu, sprawić to może w pełniejszej mierze niż inne. Któż bowiem zgłębiając te rzeczy i widząc, jak wszystko w nich ustawione jest w najlepszym ładzie i boską kierowane wolą, nie wzniesie się na wyżyny cnoty przez pilne ich rozważanie i stałą jakby zażyłość z nimi i nie będzie podziwiał Stwórcy wszechrzeczy, w którym się mieści całe szczęście i wszelkie dobro? Bo też ów boski psalmista nie głosiłby bez przyczyny, że raduje się w stworzeniu boskim i będzie się weselił w dziełach rąk Jego gdyby nie to, że za pośrednictwem tych rzeczy jakby na jakimś rydwanie przenosimy się do rozważania najwyższego dobra. Ile zaś pożytku i ozdoby przynieść może ta nauka sprawie publicznej — by pominąć milczeniem niezliczone korzyści prywatnych ludzi — bardzo trafnie zauważył Platon, który w VII księdze Praw wypowiada zdanie, że z tego przede wszystkim powodu należy do niej dążyć, aby czas, rozłożony ż jej pomocą według dni na miesiące i lata, utrzymywał społeczeństwo w żywej czujności również co do uroczystych świąt i składania ofiar; a jeżeli ktoś — mówi on — będzie twierdził, że człowiekowi mającemu przyswoić sobie którąkolwiek z nauk szlachetnych ta nauka jest niepotrzebna, to taki pogląd będzie największą głupotą. A także sądzi, że daleko do tego, by ktokolwiek mógł zostać doskonałym i zasługiwać na tę nazwę, jeżeli nie posiądzie koniecznej wiedzy o Słońcu, Księżycu i wszystkich innych planetach.”

(Źródło: „Urania” nr 7/1983)
   wstecz        dalej    

© „Urania — Postępy Astronomii”
webmaster: Marek Gołębiewski