16 lutego 1978 roku wpływowy senator amerykański William Proxmire (demokrata ze stanu Wisconsin) przyznał swoją comiesięczną nagrodę „Złotego Runa” agencji NASA za jej projekt wydania kilkunastu milionów dolarów w okresie 7 lat na przeprowadzenie programu poszukiwań cywilizacji pozaziemskich (SETI), opracowanego przez Ames Research Center (ARC) i Jet Propulsion Laboratory (JPL). Nagrodę tą Proxmire przyznaje tym projektom, które przewidują wydanie większych sum na najbardziej, zdaniem senatora niedorzeczne cele badawcze. Wpływy Proxmire'a spowodowały, że wydatki na SETI w ówczesnym budżecie NASA zostały sprowadzone praktycznie do zera. Nie wpłynęło to jednak na prowadzenie przez małe grupy w różnych ośrodkach NASA, niewielkich skalą studiów wewnętrznych, które stanowić by mogły zaczyn większych programów, w razie przeforsowania dotacji na SETI w przyszłych budżetach agencji. Obecnie senator Proxmire zaatakował nawet te małe prace studialne powodując, że agencji NASA zakazano wydatkować na nie jakiekolwiek sumy, przynajmniej w okresie od 1 października 1981 do 30 września 1982. Gniew Proxmire'a wywołany został prawdopodobnie przez pewien artykuł, w którym utrzymywano, że NASA oszukuje Kongres, kontynuując mimo zakazu prace nad SETI. Nie jest to prawdą o tyle, o ile praktyką NASA jest prowadzenie skromnych prac studialnych nad najróżniejszymi problemami związanymi z polami zainteresowań agencji. Kongres nie zakazał nadto prowadzenia prac nad SETI a jedynie obciął wydatki preliminowane na realizację programu ARC – JPL. W kołach związanych z NASA uważa się, że Proxmire prowadzi osobistą wendettę przeciwko SETI, prawdopodobnie gwoli zyskania tego, co po angielsku zwie się publicity, a co jest nieodzowne dla zwiększenia szans na reelekcję. Atak przypuszczony na SETI spowodował również reakcje innego rodzaju. Powstawać zaczęły mianowicie prywatne stowarzyszenia, fundacje, itp., które za cel stawiają sobie gromadzenie pieniędzy na realizację amerykańskich projektów SETI. Grupa pod nazwą Delta Vee znana z tego, że częściowo finansuje utrzymywanie łączności z lądownikiem sondy Viking (dzięki czemu co tydzień odbierane są raporty meteorologiczne i zdjęcia z powierzchni Marsa), stworzyła fundusz nazwany Extraterrestial Connection Fund, właśnie dla popierania związanych z SETI prac NASA. Planetary Society, założone przez Carla Sagana i dyrektora JPL Bruce Murray'a, przekazało niedawno 10 tysięcy dolarów na kontynuowanie prac nad konstrukcją wielokanałowego analizatora widma (MCSA), niezbędnego dla efektywnej realizacji radiowych poszukiwań SETI.
Argumenty Proxmire'a przeciwko finansowaniu SETI świadczą o niezupełnym rozumieniu przezeń idei prac nasłuchowych. Twierdzi on na przykład, że cywilizacja pozaziemska może ulec zagładzie do czasu kiedy otrzymamy i odpowiemy na jej sygnał. Pomijając już to, że nikt nie proponuje odpowiadać na ewentualnie odebrane sygnały (sam fakt ich wykrycia stanowić może najbardziej rewolucyjne osiągnięcie współczesnej nauki), to przecież w historii ludzkości znane są przykłady, że przesłania od wymarłych cywilizacji mają znaczenie dla ich następców — żeby wymienić tylko dorobek starożytnych Greków, Rzymian czy Egipcjan. Nikt nie kwestionuje również wartości poznawczych, jakie nieść może oglądanie telewizji lub czytanie książek, które to czynności są kolejnymi przykładami jednokierunkowego przepływu informacji. Utrzymuje Proxmire dalej, że bezsensowne jest poszukiwanie cywilizacji, za istnieniem których nie przemawia najsłabszy nawet dowód. Warto przypomnieć, że w roku 1492 nie istniał żaden dowód na to, że na zachód od Europy znajduje się ojczysty kontynent senatora. Jego namiętny atak przeciwko SETI przypomina wystąpienie innego senatora amerykańskiego, który w połowie XIX wieku nazwał marnowaniem pieniędzy podatników propozycję Morse'a założenia linii telegraficznej pomiędzy Waszyngtonem a Baltimore, wykazując „niezbicie” brak użyteczności i bezsens takiego projektu.
W swoim senackim wystąpieniu sprzed ponad roku Proxmire powoływał się na prace Franka J. Tiplera (Tulane Undversity), rozwijając ideę samotności cywilizacji ziemskiej na gruncie rozważań zakładających kolonizację Galaktyki, jeśli nie przez samych przedstawicieli innych cywilizacji, to przez wysłane przez nie samoreplikujące się sondy typu automatów von Neumanna. W czasie rzędu kilka milionów lat doprowadzić by to miało do zaludnienia każdego zakątka Galaktyki, w tym Układu Słonecznego. Brak śladów obecności Innych (lub wysłanych przez nich sond) ma być zdaniem Tiplera, a za nim Proxmire'a, dowodem na naszą galaktyczną samotność. Interesującym błędem popełnionym przez obu jest niedostrzeżenie groźby, jaką dla zdolnej do ekspansji w Kosmos cywilizacji stanowić może obecność wśród jej członków lokalnego odpowiednika senatora Proxmire. Uwzględniając koszty fizycznej eksploracji Galaktyki, istnienie odpowiedników senatora w organach decyzyjnych innych cywilizacji jest całkiem prawdopodobne. Jeśli zaś jest tak istotnie, wtedy argumenty senatora tracą znaczenie, a inne społeczeństwa mogą rzeczywiście znajdować się w Galaktyce, nie mogąc przy tym uczynić nic, by zasygnalizować o swoim istnieniu, nie mówiąc już o prowadzeniu kolonizacji. Do obszernej listy możliwych odpowiedzi na pytanie o przyczynę Silentium Universi dopiszmy zatem kolejną: „efekt Proxmire'a”.