Encyklopedia fizyki współczesnej, praca zbiorowa pod redakcją Andrzeja Kajetana Wróblewskiego, Państwowe Wydawnictwo Naukowe, Warszawa 1983, stron 1008, nakład 60 000 egz., cena 1300 zł.
Wszystkich zainteresowanych literaturą popularnonaukową na wysokim poziomie z pewnością bardzo ucieszyło pojawienie się tej książki na rynku księgarskim. Miłośnikom astronomii warto zwrócić uwagę na to, że jeden z 10 dużych rozdziałów Encyklopedii nosi tytuł „Astrofizyka i kosmochemia”. Redaktorem tej astronomicznej części jest nieżyjący już (co zresztą nie zostało zaznaczone tradycyjną czarną ramką) Bronisław Kuchowicz — swego czasu bardzo aktywny autor wielu notatek i artykułów w Uranii.
Z konieczności bardzo ogólne uwagi o Encyklopedii trzeba chyba zacząć od tego, że książka ma bardzo zły, niekompletny indeks. Trudno zresztą było się spodziewać, że będzie inaczej, skoro książka ma stron 999, a indeks do niej tylko 8. Encyklopedia napisana jest w formie zbioru artykułów przeglądowych na różne tematy i bez dokładnych odnośników trudno z niej w pełni, poprawnie, szybko korzystać. I tak na przykład: reakcje jądrowe w gwiazdach są opisane co najmniej na str. 229 i 929–930 — w indeksie podano tylko te ostatnie; plazma we Wszechświecie w ogóle nie ma odnośników do części astronomicznej a tylko do… obrazka na str. 228 w dziale „Energia termojądrowa”; w sposób dowolny umieszczane są w indeksie nazwiska — jest A. Einstein Einstein, ale nie ma Alfvéna; o magnetosferze Ziemi jest sporo napisane na str. 648, ale w indeksie jest podana tylko str. 840, gdzie nie ma prawie nic; Landau, tłumienie landauowskie — w ogóle nie istnieje itp. Podobnych przykładów można podać niestety mnóstwo.
Astronomiczna część Encyklopedii składa się z 16 artykułów napisanych przez 8 autorów — Marka Demiańskiego, Michała Hellera, Marcina Kubiaka, Bronisława Kuchowicza, Michała Różyczkę, Józefa Smaka, Kazimierza Stępnia i Stanisława Ziębę. Niestety, mimo że poszczególne partie są bardzo spójne i jak na swoją objętość dość wyczerpująco ujmują temat, całość sprawia wrażenie pracy niedokończonej. Zarówno kolejność tematów jak ilość poświęconego im miejsca budzą pewne zastrzeżenia. I tak np. po radioastronomii następuje astronomia X i potem dopiero astronomia podczerwieni. Albo po ewolucji gwiazd — galaktyki, a dopiero potem gwiazdy zmienne pulsujące, by znów wrócić do kwazarów i… pulsarów, czarnych dziur i zapadania się grawitacyjnego. Tymczasem w książce popularnonaukowej uporządkowanie materiału jest konieczne! Ponadto wydaje się, że przy doborze tematów decydowała głównie ich atrakcyjność. Na 100 stron poświęconych astronomii 8,5 jest o pulsarach, 4 o falach grawitacyjnych, natomiast zabrakło nawet jednej na… Układ Planetarny. Słów: planety, Merkury, Mars itp. w ogóle nie ma w indeksie, bo rzeczywiście nie ma o nich chyba żadnych informacji w Encyklopedii (o Jowiszu jest na str. 929, że promieniuje w podczerwieni, ale Jowisza w indeksie też brak). Pominięcie planet w tak dużym wydawnictwie jest tak paradoksalne, że aż śmieszne. Chyba że przyjmiemy definicję fizyki z „Przedmowy” do Encyklopedii: „gdy w latach trzydziestych naszego stulecia dzięki rozwojowi fizyki jądrowej udało się wskazać źródło energii gwiazd, częścią fizyki stała się astrofizyka, natomiast część astronomii zajmująca się badaniem ruchu ciał niebieskich stała się częścią fizyki jeszcze w czasach Newtona” i uznamy, że fizyka Układu Planetarnego częścią fizyki jeszcze się nie stała.
Niemniej jednak księżkę tę oczywiście gorąco polecam wszystkim, którzy interesują się tak astronomią jak fizyką. A tych, których odstrasza cena, namawiam do kupienia Encyklopedii dla szkolnej biblioteki, kółka fizycznego itp.